wtorek, 7 marca 2017

kapelusik

    Ponownie cofam się w czasie, tym razem do dnia, w którym zbieraliśmy pieniążki przy okazji kolejnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Padło hasło - przebieramy się za cyrkowców. OK, myślę, będzie fajnie, coś znajdę w szafie. Znalazłam uroczą czerwoną sukienkę w białe grochy (prezent od siostrzyczki, nigdy wcześniej jej nie ubrałam ale żal mi było wyrzucić, też i dlatego, że cudownie wygląda wśród moich raczej stonowanych kolorystycznie ubrań), sukienka na stanie, to jeszcze trzeba by coś ubrać na głowę. Coś muszę przygotować. I przygotowałam. 
Uwaga kapelusik, który poniżej prezentuję powstał w pół godziny, tuż przed wyjściem z domu na wspomniane wyżej wydarzenie. Jest trwały i można go do woli przerabiać. Zapraszam :)

Do wykonania kapelusika potrzebne nam będą:
-rolka po papierze toaletowym lub ręczniku papierowym
-tekturka np okładka z zeszytu
-kolorowy papier lub materiał
-wstążka lub sznurek
-spinka typu krokodylek
-klej
-taśma klejąca
-nożyczki
-talerzyk lub cyrkiel
-opcjonalnie tusz


Na rurce papieru zaznaczamy linię, mniej więcej w jednej trzeciej długości, ważne by była równa z każdej strony.

Następnie wycinamy na krótszej części trójkąty, tak jak na zdjęciu (one nie muszą być równe)


Za pomocą talerzyka wycinamy koło z okładki zeszytu oraz nieco większe z kolorowego papieru, wycinamy również koło wielkości średnicy rurki papieru toaletowego i nieco większe z papieru kolorowego. Pamiętamy również o wycięciu prostokąta z papieru kolorowego, którym pokryjemy naszą rurkę. Powinniśmy otrzymać następujące elementy:


Kolejnym etapem będzie zrobienie góry naszego kapelusika. Przyklejamy tekturkę do papieru kolorowego (na środku), a to co pozostanie przycinamy tak by powstały trójkąty.Właśnie dzięki tym trójkątom przykleimy górę naszego kapelusika do rurki z papieru. Z kolei naklejone trójkąty zamaskujemy prostokątem kolorowego papieru.




Teraz zajmiemy się rondem naszego kapelusika. Wycięty wcześniej element, podobnie jak w przypadku wierzchu kapelusza oklejamy kolorowym papierem, nie zapominając o wycięciu otwory o średnicy rurki papieru toaletowego. Tym razem jednak trójkąty powstałe po rozcięciu naddatku papieru podklejamy pod spód ronda naszego kapelusza.


Wkładamy rurkę do naszego ronda i zaginamy (a później przyklejamy) wycięte na samym początku trójkąty do ronda kapelusika.



Gdy wszystko jest już solidnie przyklejone pod spód naszego kapelusza przyklejamy papier kolorowy maskujący wszelkie łączenia poszczególnych elementów. W dowolnie wybranym miejscu (proponuję na środku) przyklejamy spinkę, dzięki której kapelusik nie spadnie nam z głowy.



Kapelusik dowolnie ozdabiamy. Ja pomalowałam brzegi ronda tuszem i przewiązałam czarną wstążką.



Poniżej zdjęcie jak prezentował się w akcji (oryginał zdjęcia tu)

p.s. zamiast spinki kapelusik może być zaopatrzony w cieniutką gumkę, wówczas by całość wyglądała estetycznie proponuję przykleić ją tuż przed podklejeniem dna naszego kapelusza. 

Buziaki dla Was!

poniedziałek, 20 lutego 2017

uwielbiam kolor czerwony

    Codzienne obowiązki w domu i w pracy. Zawożenie i odbieranie Małej z przedszkola, gotowanie, sprzątanie, pranie, pomoc w nauce Młodej, lekarze, choroby, podejmowanie miliona decyzji, od których zależy nie tylko moje ale też i dziewczynek życie,  najczęściej sprawiają, że kładąc się wieczorem do łóżka nie mam siły na to by spać. I zgoda, samodzielne rodzicielstwo bywa wyczerpujące, jednak ja nie narzekam. Przede wszystkim uwielbiam moje córki i czas spędzony z nimi, a poza tym mam doskonały sposób na naładowanie akumulatorów.
   Jeśli czytałaś lub czytałeś to co piszę już wcześniej, być może pamiętasz, że od zeszłego sezonu morsuję (pisałam o tym tu, tu i tu). Niezmiennie mnie to kręci i napędza. Dlatego też będę się teraz chwalić. Bardzo. Otóż wyobraźcie sobie, że dnia 29.01.2017 roku wzięłam udział w X edycji przeciągania smoka przez Wisłę! Tak, tak przepłynęłam Wisłę :) Lodowata woda, ogromne kry (które jak później się okazało skaleczyły moje ręce i nogi) i nurt królowej polskich rzek mnie nie zatrzymały. Miałam wielkie wsparcie w wodzie, na brzegu i w domu. Ktoś inny wspaniały mnie na ten wyczyn namówił, ktoś inny udzielił cennych wskazówek. Byli ludzie, którzy dobrze mi życzyli i życzą. Nawet ci, którzy nie życzą mi dobrze byli dla mnie motywacją. Kolejny raz przekonałam się, że nie jestem sama i to jest najpiękniejsze. Zrobiłam coś dla wielu nieosiągalnego, dla mnie był to pierwszy duży krok i już planuję kolejne bo Morsy to są ludzie wspaniali i ogromnie pomysłowi.


i jeszcze profesjonalne zdjęcia Fot A (więcej zdjęć z tego wydarzenia obejrzycie w tym miejscu)

  
   O pomysłowości Morsów mówiąc, warto też wspomnieć o minionej kweście dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. By nasza kąpiel była wyjątkowa wszyscy członkowie Klubu Kaloryfer przebrali się za cyrkowców. Zabawa była przednia, a nasze przebrania bardzo spodobały się Światu bo pokazywali nas w telewizji, internecie, a ostatnio nawet znajoma znalazła zdjęcie (i mnie na nim) w piśmie kobiecym. Oczywiście egzemplarz owego czasopisma już leży schowany "dla wnuków" ;)
Tu zdjęcia z imprezy pożyczone (zobaczycie je w oryginale tu, tu i tu)


a tu już wspomniane czasopismo :)


     Jeszcze do zakończenia sezonu zostało trochę czasu i trochę imprez się szykuje, a gdy imprez nie ma to moczymy się w naszym klubowym miejscu w każdą niedzielę o godzinie 12:00. Czasami to nawet całkowicie nurkując ;) (to tak na pocieszenie, po Zlocie Morsów w Mielnie, z którego musiałam zrezygnować na dwie godziny przed wyjazdem)

video

tak, tak żyję nadal i mam się świetnie, tu nawet wstawiam zdjęcie tuż po moim nurkowaniu - zrobione przez morsowego kolegę - w oryginale znajdziecie je tu.


Buziaki ślę Wam gorące, jak kolor naszego Klubu. Uwielbiam czerwony!!! :)



    

wtorek, 3 stycznia 2017

pocopotka

    W dzisiejszym poście będzie o mnie. Ci, którzy śledzą mój blog wiedzą, że to sytuacja niecodzienna. Przez ostatnie lata pisałam o moich dzieciach i o ich tacie, owszem bardzo często pokazywałam to co tworzę, ale mnie tu było bardzo mało. Nigdy nie mówiłam o tym co boli, nigdy o tym co powoduje łzy, ponieważ wychodziłam z założenia, że to nie miejsce na takie wyznania. 
     Spokojnie, dziś też nie będę narzekającą marudą. Myślę, że wszyscy mamy tyle zmartwień i trosk, że nie ma sensu dodawać sobie kolejnych. Dziś chcę powiedzieć coś ważnego, coś o czym zapomniałam i podejrzewam, że nie tylko ja. Coś co zrozumiałam gdy zostałam sama. Wróć, nie sama, a samodzielna. Uwaga, to przesłanie dla Was - KOCHAJ SIEBIE! Przede wszystkim i najbardziej, nieustannie kochaj siebie! Dbaj o siebie, rozpieszczaj się, znajdź czas tylko dla siebie, znajdź czas na książkę, na film, spacer tylko ze sobą. Ufaj sobie i otaczaj się ludźmi, którzy również Ciebie kochają. Nie zgadzaj się na brak szacunku, brak czasu, brak Ciebie.  Nie wolno Ci nigdy zapomnieć, że jesteś dla siebie najważniejszą osobą. Szczerze muszę powiedzieć, że ja o tym zapomniałam, schowałam siebie głęboko do szafy i nie wyciągałam. Weszłam do swojej strefy bezpieczeństwa i przestałam istnieć. W dniu gdy podjęto za mnie decyzję, obudziłam się. Nie pogrążyłam się w rozpaczy, żal było mi już czasu i postanowiłam działać. To co chcę Wam pokazać to praca 1,5 roku. Ciężka praca i zgodnie z tym co założyłam jeszcze dużo jej przede mną. Ale przecież przypomniałam sobie jak bardzo kocham sama siebie, więc wiem, że mogę osiągnąć wszystko o czym zamarzę.


     Pierwsze zdjęcie straszy (dosłownie) zrobiono mi je podstępem 1,5 roku temu. Drugie zdjęcie powstało 1 stycznia 2017r. gdy po trzech godzinach snu wróciłam z dziećmi z bardzo udanego Sylwestra ;) Co dzieli te zdjęcia? Zmiana nawyków żywieniowych i dostosowany do moich upodobań ruch. Oczywiście również zmiana fryzury;) A przede wszystkim 30 kilogramów. Co zyskałam? Zdrowie, zdrowie, zdrowie. Ciężko było przełknąć opinie bezdusznej maszyny, która określając mój wiek podała liczbę o wieleeeeee za wysoką. Sama walka do łatwych nie należała, bo pokus wiele i przyzwyczajenia też swoje trzy grosze chciały wtrącić. No i żeby nie było to nie jest efekt tych miesięcy samodzielności, ale owszem spięłam się wtedy jeszcze bardziej. Dziś wiem, że było warto, dziś wiem, że mam dla kogo... przede wszystkim dla samej siebie.

Tak było:


Tak jest:


Buziaki dla Was!


sobota, 10 grudnia 2016

pokoik zamknięty w szkle

   To, że powstanie kolejny bell jar, w zasadzie było jasne zanim rozpoczęłam tworzyć mój wczorajszy słój. Późnym wieczorem już był gotowy kolejny. Powstał z myślą o pokoju moich córeczek i  przedstawia właśnie pokoik. Takie miejsce do poczytania ciekawej książki gdy za oknem pada śnieg.  Ponieważ zbliżają się Święta w pokoiku jest już choineczka i oczywiście cudne światełka. Myślę, że to całkiem milutka świąteczna dekoracja, a jednocześnie fajny pomysł na lekkie światełko w pokoju gdzie śpi czterolatka. Moje dziewczynki są zachwycone, a Wam jak się podoba moja praca?
    
 Tym razem moim szklanym kloszem jest drewniany box z jysk'a. Pomalowałam go na biało najzwyklejszą farbą plakatową, na biało ponieważ chciałam by fajnie komponował się w pokoju dziewczynek.

Z papieru scrapbookingowego naklejonego na tekturkę zrobiłam ściany (okno to tekturka z planszówki Lilianki) i podłogę. Sama również zrobiłam krzesełko (jestem z siebie z tego powodu dumna ogromnie) i karnisz, uszyłam firaneczkę, kocyk i podusie. Półeczka to tekturkowy tag. Doniczka i aniołek to zasoby własnej szuflady z przydasiami ;) 

 Przedstawiam pokoik w dzień:


oraz nocą:


oraz troszeczkę zbliżeń na detale:

 

Kieruję moją dekorację na poniższe wyzwania:


-"Stroimy dom na Święta" w Fabryce Weny


-Świąteczne dekoracje w helloscrap


Buziaki dla Was!