piątek, 5 kwietnia 2013

czas....

    Tak się nie mogę ułożyć, ustawić, określić. Tak bym chciała iść naprzód przed siebie, ale nie potrafię się przemóc. Boję się, że sama nie dam rady i już nie będzie powrotu. Boję się, że się pogubię. Są pewne stałe w moim życiu, a pewne sprawy, aż krzyczą by coś wreszcie z nimi zrobić. Tak w jednej chwili energia mnie rozpiera, góry już w myślach przenoszę, a za chwilę zobaczę książkę nie na swoim miejscu i już nie ma śladu po wcześniejszej euforii. Nie wiem, czy to przez tą pogodę czy co innego mnie dopadło....
   Większość czasu wolnego - tzn. chwile gdy nie jestem potrzebna Małej, poświęcam na odpytywanie Młodej z pojęć z religii. Nie mają do wkucia małego katechizmu, o nie. Oni mają opanować mały katechizm oraz wszelkie możliwe religijne pojęcia. Mam więc podwójnie nauki bo muszę znać jej odpowiedzi oraz pytania jakie jej siostra-katechetka może zadać. Mózg mnie boli. buuuuu
   Nie zanudzam już. Nie mogę się zdecydować co ze sobą zrobić (znowu sic) Poczytam "Poker z Pitagorasem". A Wam mówię Dobranoc :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)