wtorek, 11 czerwca 2013

No masz babo placek

      Ahhhh i wykrakałam sobie. Dzwoni bidula zapłakana okrutnie tuż po 22, że chce do mamusi się przytulić bo się ze swoją miłością pokłòcili. Ale pokłócili się tak, że kolegę najmilejszego, też z powodu ogromnego szlochu, pani musiała uspokajać. W uspokajaniu przez telefon jestem wprost rewelacyjna. Koniec końców pomogła również pani i miłość znowu kwitnie. A przy okazji dowiedziałam się, że jedzenie jest smaczne nawet mielone kotlety z jabłkami(cokolwiek to jest) i że szynka jest smaczna gdy ją wszyscy jedzą. Chodzą po górach i buty wcale nie przemakają gdy się w nich wejdzie w kałużę, a w ogóle to w tym wieku nie ma czasu na rozmowy z mamusią bo trzeba się nagadać z koleżankami(no to akurat rozumiem). Wnioskuję zatem, że skoro już pogodzeni zapewne dziecię moje usłyszę dopiero w piątek-przy odbiorze.
         Postanowiłam się za siebie wziąć, bo ileż można jęczeć i stękać. Tym bardziej, że za sprawą mojego kochanego ślubnego, moja ostatnia wymówka przepadła. Inspirując się słowami Wioli z bloga Pod numerem czwartym oraz przede wszystkimi moim mężem, zwlokłam dziś rano ok.6 z łóżka moje ciało i poszłam pobiegać. Na dodatek zapakowałam Małą do wózka biegowego(to właśnie był mój powód  by nie biegać). Jestem przekonana, że ona bawiła się równie dobrze. A mąż był cały dzień fantastycznie miły. Nawet gdy gipsował nierówności na ścianach w pokoju Młodej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)