wtorek, 30 lipca 2013

Heros

    Mój Heros już śpi. Śpią też dzieciątka. Teraz jest moja chwilka relaksu. Chciałam się z Wami podzielić jeszcze przed snem czymś co u mnie wywołało istną burzę uczuć.
    Byliśmy na Pustyni Błędowskiej. 
    Na morderczym biegu. Mąż biegł. Biegł fantastycznie.
Jestem z niego dumna przy każdym z biegów. Właściwie to, za każdym razem gdy zakłada swój biegowy strój, niezależnie od pogody czy zmęczenia. Od trzech lat nieustannie biega, ale ostatnio jakoś tak mnie wzrusza. Nie wiem sama czemu.
   My schowane w cieniu drzew bawiłyśmy się w tej gorącej piaskownicy... tak napisałam bezbłędnie - w cieniu drzew. Wyobraźcie sobie moje drogie, że największa pustynia w Europie niemal cała zarośnięta jest drzewami i krzewami.
     
 
 

      A tu zdjęcie zrobione przez organizatora - mój Heros wpada na metę :
   Jak zapowiedziałam, robiłam zdjęcia. Również Młoda sporo bawiła się aparatem, no i wychodzi na to, że to taka nasza rodzinna pasja. Co do samej pustyni dodam jeszcze, że najbardziej zaskakujący dla mnie był kolor piasku, nie piękny żółciutki widziany na filmach, tylko brudzący, szaro bury kurz. Stopy musiałam potraktować bardzo drastycznie, by miały swój standardowy kolor.

     Z takich ciekawostek, pochwale się nieśmiało, że dołączyłam do akcji uwalniania tkanin i już jutro zaprezentuje Wam moje poczynania. Tymczasem ściskam gorąco.

2 komentarze:

  1. No niestety, potwierdzam pustynia zarasta :( a kolor piasku to chyba efekt działalności huty Katowice :( i innej niskiej emisji
    nie byłam w Egipcie i nie wiem czy na Saharze jest jasny piasek?

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie ja też nie byłam,to jedynie moje wyobrażenie oparte na filmach i zdjęciach

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)