czwartek, 22 sierpnia 2013

Ewa

    Jej nazwisko wyczytałam na jednym z obserwowanych przeze mnie blogów, zaciekawiło mnie czemu wywołuje tyle i takie emocje. Postanowiłam głębiej zbadać sprawę i znalazłam informację, że kobieta ta wydała książkę, a książki zdecydowanie lubię. Dokładnie 8 lipca tego roku poszłam do księgarni i nabyłam swój własny egzemplarz. Wieczorem tego samego dnia byłam już po lekturze i mocnym postanowieniu, że "od jutra zaczynam". Znalazłam nawet jej stronę na FB - a jakże polubiłam. Następnego dnia... no właśnie, każdego następnego dnia miałam ogromny powód by nie zacząć ćwiczyć. Piękną pogodę na spacer, świeży piasek w piaskownicy, wizytę mojej prywatnej teściowej, sprawy czysto kobiece, etc. Mijały kolejne dni, a ja zdążyłam przeczytać wszelkie posty na owym profilu FB, aż od samego początku jego powstania, poznać kilka blogów opisujących zmagania z tymi zestawami ćwiczeń, a nawet drugi raz przeczytać książkę, tym razem jednak robiąc staranne notatki(myślę, że warto tu wspomnieć,iż ponad połowę książki zajmują przepisy oraz prezentacje ćwiczeń, więc bardzo starałam się by te notatki powstały).
  W zeszły poniedziałek, wstałam jak codzień rano. Przygotowałam obiad, śniadanie dla dzieciaczków, rozłożyłam maty na podłodze i zaczęłam ćwiczyć. Nastękałam się zdrowo. Napociłam ogromnie i naklnęłam soczyście.... ale przebrnęłam przez pierwsze rozgrzewkowe ćwiczenie! Później już było tylko goręcej. Na koniec tej gimnastyki popłakałam się z radości, że mi się udało oraz, że to już koniec. 
     Dziś ćwiczyłam drugi raz. Szczerze mówiąc ćwiczenia dalej wymagały sporo wysiłku, ale już zupełnie inaczej się czułam. Nie, żeby nagle zrobiło się lekko i łatwo, ale przyjemnie owszem. Bo to jest przyjemne gdy można wkonać ćwiczenie, które dwa dni wcześniej było tragicznie  trudne. 
       Z powodu własnego lenistwa mam sporo do poprawienia w sobie. Tym razem jednak nie wierzę w żadną dietę cud, a jedynie w zbilansowane i racjonalne odżywianie oraz ruch. Ruch pod każdą możliwą postacią. 
       Czuję się radosna, a co najmilsze, nie mam zakwasów. A moją myślą przewodnią stały się słowa wypowiadane przez prowadzącą ćwiczenia: Pamiętaj! Twoje ciało może znacznie wiecej, niż podpowiada Ci umysł. No i jakoś tak się stało, że nie mogę doczekać się jutra, by znowu poćwiczyć.
       Całusy na dobranoc:)
      

2 komentarze:

  1. i ja zaczynałam swoja przygodę z Ewą,kilka dni ćwiczeń,potem spadek motywacji,przerwa i od nowa i tak sobie raz razem ćwiczymy a raz nie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak się czujesz po tych ćwiczeniach,no i powiedz czy jakiekolwiek efekty zauważasz?

      Usuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)