środa, 14 sierpnia 2013

zachód słońca na koniec

   Jesteśmy już w domu. My czyli ja, maż i Mała. Młoda została w Leśnej Chatce z dziadkami (moimi rodzicami), którzy dziś tam dojechali. Okropnie nam szkoda było wracać, jednak w piątek mąż musi do pracy iść. To straszne uczucie z takiego pięknego, pachnącego, cichego (bądź co bądź) lasu, wrócić do takiej betonowej dżungli. I choć nasze osiedle jest raczej zielone, a całkiem niedaleko jest piękny duży park... jest nam smutno. Jakoś tak tęskno. Jakoś tak żal...
     Oto nasza Chatka i nasza Polana.
   Tutaj leśne zejście do Chatki (jak widać i w takich warunkach wózek się sprawdził znakomicie), poręcze zrobione są przez nas, gdyż ścieżka jesienią bywa śliska (nawet nie policzę ile razy klapnęłam tu na cztery litery) Wprawne oko wypatrzy zielony dach.
  Z kolei tu będą zachwycające (mnie) okoliczności przyrody;
  szepczący strumień
  polana niedaleko nas
  nasze śliczniutkie orzeszki, pierwsze owoce od zasadzenia drzewa
  niebo tuż przed wtorkową dziesięciominutową ulewą
Czas płynął nam leniwie, jednak my nie leniuchowaliśmy. Bo i zresztą jak przy dorastającej panience i ledwo rocznym dzidziusiu? Mamy jednak szczęście bo Anielcia potrafi się pięknie zająć młodszą siostrzyczką.
Jak wiadomo powszechnie, każda mała dziewczynka marzy o.... wielkiej ciężarówce ;)
Mieliśmy tez chwile tylko dla siebie - namiętnie graliśmy wtedy w badmintona
W tym momencie opowieści przychodzi czas na to, by się pochwalić.
O proszę mój piękny podgrzybeczek:
 nasze werandowe ławeczki i stół zrobione przez tatusia
a na stole piękni się bukiet ziół na jutrzejsze święto, skomponowałam go specjalnie dla Anielci.
    A ten widok niebo przygotowało specjalnie dla nas, byśmy długo jeszcze pamiętali jak było nam miło w tym pięknym czchowskim lesie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)