poniedziałek, 23 września 2013

jesteśmy

    Witajcie Moje Drogie!
    Dziś zabieram Was w podróż sentymentalną albo jak kto woli przedstawię mój przewodnik nadmorski. Będzie bardzo nieobiektywny, bo mój własny. Muszę stwierdzić, że cudownie wypoczęłam i ciężko nam było wracać do codziennych obowiązków. Zatem zapraszam, zaczynamy....
    Celem naszej podróży będzie Jastrzębia Góra, która jest najdalej wysuniętym na Północ krańcem Polski (we wcześniejszym poście błędnie napisałam, że jest nim Hel - przepraszam za pomyłkę). Wyruszamy z Krakowa, a więc po drodze możemy zatrzymać się w Ciechocinku. Tu warto podejść na główny deptak i przejść się przez tężnie, o których przeczytać możecie tu, a zobaczyć teraz właśnie u mnie
oraz wstąpić do Galerii Staroci. Ważne by nie piszczeć wśród tych skarbów zbyt głośno, a co najmilsze można sobie pozwolić na jakiś mały "upominek" gdyż nie wszystko ma tam kosmiczną cenę. Ja w prawdzie nie kupiłam nic ale długo stękałam pod półką pełną dzbanków.
    Gdy dojedziemy na miejsce docelowe najlepiej wysłać męża by pobiegał. Wspaniale jest gdy wówczas pada deszcz, a jeszcze lepiej gdy przy okazji wstąpi do malutkiego sklepiku po cebulę, każdy będzie wtedy o nim pamiętał i niemal każdy zapyta co to za żona co w deszcz męża po cebulę wysyła. Dodam na swoje usprawiedliwienie, że cebula była nam bardzo potrzebna, a mąż chętnie pobiegał w deszczu po długiej jeździe samochodem.
    
   Kolejnego dnia polecam wycieczkę na Hel. Tam dobrze jest przybyć tuż przed 11:00 lub przed 14:00 i obejrzeć jak wygląda karmienie fok. Więcej przeczytać o tym możecie pod tym linkiem. Później udajemy się na miły spacer na cypel helski. Możemy iść pieszo lub skorzystać z gęsto stojących w tym miejscy meleksów. Warto zabrać aparat ponieważ miejsce jest bajecznie piękne, nawet gdy pogoda nie dopisuje. Po spacerze proponuję zasiąść w jednaj z miłych restauracyjek i skosztować smażoną rybkę. My skorzystaliśmy z oferty baru Mewa. W cenie 50 zł proponują danie dla dwojga składające się z trzech gatunków ryb(każda smakuje inaczej, nie ma możliwości by były smażone na tym samym tłuszczu nawet), wielkiego półmiska ziemniaczków lub frytek i takiego samego półmiska surówek. Pychaaaaa

   
   Kontynuując zwiedzanie okolicy nasze drogi prowadzą do Krokowej, gdzie znajduje się Zamek w Krokovej o niesamowicie interesującej historii. Oprócz zamku warty zobaczenia jest też park, gdzie można wykorzystać nieuwagę małego dziecka by je uśpić o tak:
W samym zamku oprócz takich rarytasów:
możemy zachwycić nasze kubki smakowe np. zapiekanym koglem moglem z owocami. Mówię to szczerze jest obłędnie i niesamowicie aksamitny i delikatny. Słodki ale przy tak niewielkiej ilości nie zatykający. Rewelacja jednym słowem.

    Jeśli morze to oczywiście ryby, a skoro ryby to ktoś je musi złowić. Możliwości ku temu są we Władysławowie, miasteczku gdzie warto zobaczyć okolicę z wieży widokowej - o tej. Wracając do rybek... ponieważ baba na pokładzie przynosi pecha, wysyłamy naszego małżonka by nam takich smacznych rybek nałowił. Mąż łowiący rybki może skorzystać na przykład z takiego kontaktu, mój własny mąż osobisty przyniósł do domku 8 pięknych mega smacznych dorszy - taki zdolny chłopak i zdjęcia porobił dla żonki:

   W inny dzień proponuję wybrać się na grzyby. Jest tu całe mnóstwo grzybnych lasów. Warto rozejrzeć się za takim, który nie prowadzi bezpośrednio na plażę, gdyż może okazać się, że nasze zbiory były dodatkowo nawożone przez niecierpliwych turystów;)
 

    W samej Jastrzębiej Górze przejdziemy się po promenadzie, w lecie wprost obleganej przez turystów, we wrześniu już niemal uśpionej. 
 
 
 
Spacerując po okolicy obowiązkowo należy wstąpić na obiad i deser do Kredensu. Całość utrzymana jest w klimatach kredensowo - morskich, a jedzenie jest obłędnie smaczne. My spróbowaliśmy eskalopków w sosie kurkowym oraz kaczki w buraczkach. Porcje są bardzo duże, więc jeśli ktoś nie jada zbyt dużo na raz warto poprosić o połówkę. Na deser proponuję niesamowicie słodki, ale i pyszny tort bezowy. Masa jest mistrzostwem świata według mnie.
   
   Będąc nad morzem nie można nie zejść na plażę. I tu już jest pełna dowolność, niezależnie od pogody. Można straszyć fale, podskakiwać, tupać, leżeć na pisaku czy budować zamki, słowem co kto lubi. My zakochaliśmy się w piasku. Jest tak drobniutki i miły, że nie rani nawet stópek dziecka, a i całkiem przyjemnie się po nim spaceruje czy biega.
 
 
    Jak mówiłam, był to bardzo nieobiektywny przewodnik. Bardzo mi miło jeśli dotrwałyście do końca, bo i zdjęć i słów było sporo. Choć wierzcie mi, ograniczałam się jak mogłam i w jednym i w drugim.
Tak na koniec powiem Wam jeszcze, że bardzo się za Wami stęskniłam, a teraz już mówię dobranoc :)

12 komentarzy:

  1. :))) ale było fajowo :))) ja też już idę spać, bo mnie grzyby dobiły ;)))) ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zdjęcie muchomorków to specjalnie z myślą o Tobie jest;)

      Usuń
  2. Ach te piaszczyste plaże....szkoda że w Polsce mamy taką niepoprawność geograficzną morze na północy, a na południu góry.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo zgadzam się,zupełnie na odwrót powinno być:)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bałam się,że za bardzo się rozgadałam

      Usuń
  4. Ulala, w Jastębiej bywam co roku i rybkę w tym samym miejscu kupujemy:) Cudna rodzinko, pozdrawiam was, miło było na was popatrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara!!!! Ja uwielbiam nasze morze nawet w deszczu

      Usuń
  5. Ślicznie uwieczniłaś Wasze wspaniałe chwile :)
    Pozdrawiam-D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię ich - moją rodzinkę fotografować

      Usuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)