wtorek, 21 lipca 2015

góry

   Bardzo aktywny weekend minął, więc czas na garść wspomnień ;) W dzień urodzin naszej młodszej córeczki wybraliśmy się do Kościeliska, by odpocząć od dusznego Krakowa i ciut podładować nasze akumulatory. Spędziliśmy czas na spacerach po okolicy, z dala od zatłoczonych Krupówek (choć i tam raz nas widziano, gdy pałaszowaliśmy obowiązkowe gofry). Weekend nie był by aktywnym weekendem gdyby nie... bieg! Tym razem mój osobisty mąż brał udział w II Mistrzostwach Zakopanego w Biegu Pod Górę. Zawody te miały rangę Pucharu Polski w Skyrunningu. Według mnie pomysł szalony, a sam bieg morderczy. Ale jak mówię dla mnie, mąż szczęśliwy bo nowe wyzwanie i niespotykana dotąd (dla nas, dla niego) formuła dodały mu niesamowicie dużo pozytywnej energii. W skrócie formuła przedstawiała się tak:  zawody składały się z czterech biegów pod górę; biegu na Gubałówkę (1300 m), biegu na Harendę (600 m), biegu na Polanę Szymoszkową (1300 m) oraz biegu na Wielką Krokiew (tu  długość trasy wynosiła 400 m i prowadziła po schodach - tych przy skoczni!). Więcej o biegu możecie poczytać tu, a tymczasem zapraszam na skróconą fotorelację.

Pierwszy taki bukiet Lilci :)
 

Bieg pierwszy
 
Bieg drugi
 
 
Bieg trzeci
Bieg czwarty
 
 
 
MISTRZ

   Buziaki dla Was!

3 komentarze:

  1. świetna wycieczka i relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wow podziwiam męża,biec pod górę w taki upał to nie lada wyczyn :) ale masz już duże te córcie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczery podziw dla całej Waszej rodzinki :) w upale pod górę!! a Wy biedne żuczki w tym czasie .... zbierałyście kwiaty dla zwycięzcy :) Lilka bardzo piękny bukiet trzyma w dłoni :)

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)