środa, 28 października 2015

dużo się dzieje

   Wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego oraz przedszkolnego czas wolny "marnotrawiony" zmniejszył się, skrócił i jest go skandalicznie mało ;) Codzienna praca i obowiązki domowe (jak zapewne u Was) wypełniają sporą część dnia, dlatego też, to co pozostaje spędzam z moją rodziną. Gdy zatem wykroję jakąś chwilę samotności spędzam ją wśród papierów i kleju "magic". Ewentualnie czytam (no całkiem sporo nawet- wiwat autobusy!) Mój blog niestety okrył się sporą warstwą kurzu. 
   Dlatego też dziś takie zdjęciowe podsumowanie minionych dwóch miesięcy. Podsumowanie sportowe. Tak moje Miłe, dużo się ruszamy, biegamy, pływamy. Te chwile razem są bardzo aktywne.
 
   Zdarzyło się nam pływać tramwajem wodnym po Wiśle. W sumie było całkiem miło, choć w wodzie wolę pływać osobiście. Mała miała dodatkową frajdę gdyż pan sternik (mój nauczyciel wf-u z podstawówki) pozwolił jej chwile przejąć stery nad tramwajem pełnym ludzi. 


 
    Był też Charytatywny Bieg Fundacji Tesco. Obstawiamy ten bieg od jego powstania, więc i tym razem nie mogło nas tam zabraknąć. Czas sporo lepszy od zeszłorocznego. Pogoda dopisała, humory córeczek również. 




  Kolejnego dnia braliśmy udział w biegach z cyklu Family Run. Tatuś w biegu taty, Mała w biegu  przedszkolaka, Młoda w biegu dla 11-latków (wraz z niemal całą swoją klasą), a na koniec wisienka na torcie - tata, Lila i mama(!) biegli w pierwszym biegu boso. Stopy całe mimo iż raz nadepnęłam na ostry zabłąkany kamień. Była kupa śmiechu i była zabawa. 

tatuś po swoim biegu
Lilcia w koszulce tesco

bose stópki
   Kolejna atrakcją dla całej rodziny był Nocny Bieg na Orientację z mapą. Biegaliśmy po Nowej Hucie. Lila w wózku. Trasa, najłatwiejsza, miała ok 3km, pokonaliśmy ją w 43minuty. Było ciemno, mimo iż  bieg odbywał się na oświetlonych osiedlach(trzech). Mój osobisty małżonek zaskoczył mnie swoja doskonałą umiejętnością nawigowania, z kolei dziewczynki bardzo się tą zabawą ekscytowały i niesamowicie się wciągnęły.Super sposób na spędzenie czasu razem.
 
takie ciemności

  Na koniec mojego opowiadania, punkt wycieczkowy umieszczony najwyżej gdzie dotarliśmy z dziewczynkami. Kasprowy Wierch. Tatuś wbiegł na niego, my wędrowałyśmy, trochę posiłkowałyśmy się kolejką(skandalicznie drogą). Oczywiście po takich górskich eskapadach odpoczywaliśmy w Kościelisku.

w drodze na sam szczyt

Kasprowy Wierch
zdjęcie organizatora
    Jak już wspomniałam, dużo się dzieje u nas.
   Obój jest już coraz lepiej znany i daje dużo radości.
   Przedszkole polubione, choć rozstania z mamusią poranne są okupione cierpieniem na buźce Małej. Na szczęście w przedszkolu jest przemiła Pani Ela. Pani Ela jest super ;)
   Sok malinowy pijemy litrami i oprócz małego kataru jeszcze nic nas poważnego nie dopadło czego i Wam z serca życzę :)
    Buziaki!
  

2 komentarze:

  1. Oj działo się dużo, a właściwie biegało się dużo !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio też mniej czasu spędzam w domu przy komputerze.... i nawet w ramach rozruszania mięśni chodzimy z mężem na kurs tańca, co prawda tylko raz w tygodniu na 1,5 h. ale zawsze to jakaś aktywność fizyczna i do tego wspólna :)

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)