czwartek, 10 grudnia 2015

ciocia najszczęśliwasza na świecie

   Do napisania tego posta zbierałam się długo. W dalszym ciągu jest mi trudno. Gdy tylko literka pojawia się na monitorze niewidzialna ręka ściska mi gardło. Zapytacie cóż takiego się stało, że tak cierpię. Otóż cierpię z tęsknoty...
   Z powodu pracy i szkoły nie mogliśmy wygospodarować/ pozwolić sobie na to by spędzić więcej czasu poza domem i dlatego też nie nasyciłam się obecnością mojej siostrzyczki, jej ślicznym syneczkiem i jego tatą. Bo tak moi mili, ten listopad był najmilszym listopadem od dawna. W dniach od 18 do 25 polecieliśmy do Manchesteru. Był to pierwszy lot samolotem naszej Małej i muszę powiedzieć, że zniosła go bardzo dzielnie, w przeciwieństwie do odprawy podczas której przypomniała sobie, że w oddanym już bagażu rejestrowanym są jej (ogromnie potrzebne) rękawiczki. Wszyscy na lotnisku mieli szansę usłyszeć rozpaczliwy płacz naszego dziecięcia. Sam lot ją natomiast zachwycił. Zresztą lecieliśmy w nocy, więc widoki były fantastyczne.
   Mały Adaś przywitał nas śpiąc i zakochaliśmy się w nim wszyscy całkowicie. My i nasze dziewczynki ale też i babcia, która z nami poleciała by odwiedzić swego prawnuka (pierwszego chłopca). Niesamowicie spokojne i radosne dzieciątko, mimo większego ruchu i hałasów niż towarzyszące mu zazwyczaj, w chwilach gdy nie spał praktycznie cały czas się uśmiechał. Zaskoczyło mnie bardzo, jak moja młodsza siostrzyczka nagle stała się tak dorosła, spokojna i opanowana. Zawsze w moich oczach była małą Karolcią, a tu nagle trzyma małego syneczka na rękach i go karmi. Nie zadziwiło mnie to natomiast, że obydwoje (siostra i szwagier)są takimi ciepłymi rodzicami. Radzą sobie z nową rolą doskonale, a mimo tylu nowych zajęć znaleźli siłę i chęć by nas fantastycznie ugościć.
   Skorzystaliśmy tez z okazji i pochodziliśmy też troszeczkę po sklepach, mężuś biegał po angielskiej ziemi zdobywając najwyższy punkt Manchesteru i był ze szwagrem na meczu City z Liverpoolem. Mimo przegranej ukochanej drużyny Chrisa, był samym wyjściem zachwycony. 

  Co szczególnie chciałabym zachować z pamięci?
-zapach i dotyk skóry mojego siostrzeńca gdy zasnął mi na rękach(bardzo mnie to wzrusza nadal);
-najlepsze i najcenniejsze rozmowy prowadzi się z siostrą jadąc metrolinkiem na lotnisko;
-smak obłędnie pysznej wieprzowiny i krewetek w panierce przygotowanej przez Chrisa;
-moją radość gdy ograłam wszystkich w kręgle na xboxie;
-uczucie gdy uświadomiłam sobie, że angielska kałuża nie równa się kałuży polskiej i można w niej stracić buty;
-zawsze należy sprawdzać co w ostatniej chwili przerzuca się do bagażu podręcznego by pasta do zębów nie była powodem dodatkowej kontroli.


  Teraz tęsknię. Tęsknię straszliwie. Za tymi małymi rączkami i nóżkami, które cały czas rosną. Za tą uśmiechniętą buźką. Za malutką główką i ciałkiem. Tęsknię za tym, że nie mogę go widzieć codziennie albo chociaż raz w tygodniu, inaczej niż za pośrednictwem internetu. Rozmyślam, czy mnie pozna, gdy kolejny raz się zobaczymy, czy gdzieś w zakamarkach jego pamięci zachowa się głos cioci Misi... 

  Buziaki Wam ślę!

1 komentarz:

  1. Znam ten ból... rodzina (siostra i siostrzeńcy) mojego męża mieszkają w Niemczech niby nie tak daleko, a jednak... co prawda jest internet, są telefony...ale ciastkiem urodzinowym ich nie poczęstuję, nie mówiąc już o przytuleniu :(

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)