niedziela, 21 lutego 2016

mojej babci sposób na choroby

   Jak powszechnie wiadomo na choroby najlepsza jest... miłość i jedzenie. Domowy rosołek mamy, łyżka soku z cytryny z odrobiną cukru podana przez tatę, herbatka z cytryną podana przez męża potrafią zdziałać cuda. Czułość, troska i zainteresowanie leczą najszybciej. 
   Ja osobiście rzadko podupadam na zdrowiu (na szczęście) jednak tym razem mnie dopadło. Przeziębienie pełną gębą. Z tego też powodu nie mogłam brać udziału w przyjęciu urodzinowym mojej babci (o którym wspomniałam w tym wpisie). Ogromnie mi żal było z tego powodu, ale rozsądek przede wszystkim, nie chciałam być przyczyną epidemii ;). Babcia jednak zadbała o to by dogodzić chorej wnusi. Wśród przywiezionych przez mego prywatnego mężusia wiktuałów, takich jak drobiowa galaretka, pieczony sandacz, jaja faszerowane kawiorem, znalazł się i ON. Cudowny, aromatyczny serniczek. Sernik ucierany, niezmiennie od lat, w makutrze przez mojego dziadzia. Pieczony tylko na specjalne okazje na przykład święta lub właśnie dziadziów moich urodziny. Tym razem jednak babcia i dziadzio przeszli sami siebie, ponieważ nie dostałam kawałeczka sernika - dostałam całą brytfankę :)



Tak właśnie moi mili, choroby leczy się miłością!

2 komentarze:

  1. Masz w 100% rację, miłość jest najlepszym lekarstwem na wszystko, na chorobę smutki i zły dzień... Dużo miłości życzymy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. <3
    ale się stęskniłam za Wami!

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)