czwartek, 12 października 2017

krzesło



    Krzesło, które dziś Wam prezentuję pojawiło się w naszej rodzinie jeszcze przed moim narodzeniem. Dziadzio przyniósł je do domu z pracy. Służyło za doskonałe siedzisko do odrabiania lekcji mojemu wujkowi, kuzynce, później trafiło do nas, a dokładnie pod pupę Anielci. Dostała je gdy zaczęła klasę trzecią, więc też już troszkę temu. Gdy wyprowadziłam się z domu rodzinnego, rok temu (tak, tak już rok!) krzesło poszło z nami.
     Jak być może niektórzy wiedzą, mieszkanie w którym mieszkamy, wynajmuję. Niesamowicie trudno było znaleźć mieszkanie, które spełniało by moje i córek wymagania oraz jednocześnie wynajmujący chciał je wynająć rodzinie, a nie studentom. Trafiłam jednak na fantastycznych ludzi. A samo mieszkanie? Gdy przekroczyłam pierwszy raz próg wiedziałam, że jest to miejsce, w którym będziemy szczęśliwe. Bardzo wysokie sufity, ogromne okna z fantastycznymi parapetami, parkiety (uwielbiam!), białe ściany, brak mebli w pokojach i… mała naklejka na szybie szafki kuchennej „zawsze można zacząć od początku” (HA!), każdego by przekonały. Biały kolor mebli przyszedł mi do głowy zupełnie naturalnie, wierzcie lub nie ale był to mój wymarzony kolor na długo jeszcze zanim wszyscy zaczęli stroić swoje wnętrza na biało. Jest to kolor, który optycznie powiększa wnętrze oraz obnaża każdy brud czy kurz, a taki był mój sposób na radzenie sobie z zaistniałą sytuacją. Nie uroniłam żadnej łzy (mimo iż chciałam i próbowałam), ja sprzątałam. W każdą sobotę, zanim dziewczynki wstały, robiłam generalne porządki i w taki sposób wyrzucałam z siebie całą złość i żal – pomogło. (Dziś mam w domu porządek, ale znalazłam też o wiele ciekawsze sposoby na rozładowanie złości). I tu właśnie moja opowieść wraca do wspomnianego na początku krzesła. Wszystkie drewniane meble w mieszkaniu białe, a krzesło takie inne, coś trzeba było z nim  zrobić. Długo się przymierzałam, trochę się tego bałam, w końcu stwierdziłam, że gorzej wyglądać nie będzie i… dałam mu nowe życie i uwielbiam je jeszcze bardziej.

Krzesło PRZED

 

wymieniłam też siedzisko wraz z gąbką tapicerską, tym razem dałam o wiele grubszą bo 5 centymetrową zamiast 2 centymetrowej, którą odkryłam po ściągnięciu materiału

 

wszystkie części drewniane potraktowałam papierem ściernym, właściwie to trzema rodzajami grubości. Tak prezentowało się po tym zabiegu:


następnie całe drewno pomalowałam na biało farbą, ogromnie ją polecam bo wyschła szybciej niż producent oczekiwał, nie śmierdziała i dobrze kryła (wystarczyły dwie warstwy).

 

Zapragnęłam by tym razem obicie krzesła było zupełnie inne niż krzesła, które mam w domu i postawiłam na kolor. Wykorzystałam materiał wodoodporny zakupiony by uszyć torebkę :), dziś mogę stwierdzić, że świetnie się sprawdza i w takiej roli.

 
 

krzesło PO:


Jak Wam się podoba moje dzieło ?
Buziaki dla Was :)

1 komentarz:

Jest mi niezmiernie miło, że zostawiasz po sobie ślad.
Dziękuję za Twoje słowa i pozdrawiam serdecznie :)